• Wpisów:8
  • Średnio co: 102 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 12:52
  • Licznik odwiedzin:1 461 / 924 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czy da się wszystkim dogodzić? Spełnić oczekiwania wszystkich? Oczywiście,że nie. Przez dłuższy czas próbowałam dogodzić wszystkim, nie sprzeciwiać się nikomu, ale dłużej tak nie mogę. Na dłuższą metę to wykańczające. Nie jestem w stanie żyć oczekiwaniami innych.

Jedyne moje postanowienie na rok 2016 to żyć dla siebie, nie dla innych.

Muszę ułożyć sobie działania i się tego trzymać. Nie mogę odpuścić. Nie chcę w wieku 30 lat obudzić się, że tak naprawdę nie zrealizowałam niczego dla siebie, że żyłam w jakimś zawieszeniu. Ostatni miesiąc maksymalnie mnie wykończył. Podobno mocno schudłam. Nie dziwię się, w grudniu było dużo stresowych sytuacji, które dały o sobie znać.

Mimo tego, że na co dzień dużo się uśmiecham i jestem raczej pogodną osobą to w głębi duszy jest inaczej. Ostatnio towarzyszy mi jakiś lęk i przygnębienie. Może jak zacznę się realizować to minie. Potrzebuję zmiany i to koniecznie.

 

 
Nigdy nie zmieniaj się dla kogoś. Rób to dla siebie. Bo może okazać się, że tak zatracisz się w zmianach dla kogoś, że zapomnisz o własnych marzeniach.

Czy właśnie tego doświadczam?


Ostatni tydzień dał mi wiele do myślenia. Zmienia się jak w kalejdoskopie. Zmienne nastroje, trudne decyzje. Dużo zrozumiałam (jak na tylko jeden tydzień to aż za dużo).




  • awatar heweliusz: zmiany zmianom nie równe, a jeśliza bardzo wkraczają w sferektórej nie mozna zmienić zaczynaja drażnić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy można wierzyć w przeczucia?

Obiecałam sobie jakiś czas temu, że jeśli któryś współlokator mojej kumpeli ze studiów będzie się wyprowadzał ja wskakuję na jego miejsce. Wczoraj okazało się, że słowo stało się ciałem. Nie pozostaje mi nic innego jak iść za ciosem. Mam nadzieję, że wyprowadzka od rodziców sprawi, że wreszcie wydorośleję. Na razie nikogo nie wtajemniczam w swoje plany. Pokój zwalnia się dopiero w lutym więc mam jeszcze miesiąc.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chyba pierwszy raz w życiu kompletnie nie wiem co mam zrobić. Analiza sytuacji i ciągłe myślenie o tym też nie poprawia sytuacji ale do rzeczy...

Tak jak pisałam w pierwszym poście mój związek przechodzi kryzys. To chyba delikatnie powiedziane nawet bo prawie się rozstaliśmy. Jesteśmy ze sobą kilka lat, niedługo będzie kolejna rocznica. Tydzień temu dosyć mocno się pokłóciliśmy. Konkretnie o moje relacje z rodzicami, są nadopiekuńczy, mój chłopak mówi że to syndrom nieodciętej pępowiny. (Napiszę o tym kiedyś). Podczas kłótni usłyszałam chyba wszystko czego nigdy nie chciałam usłyszeć. Nie wiem co czuje do mnie mój chłopak bo on sam tego też nie wie. Jest mi z tym tak cholernie ciężko (tak , powiedziałam mu o tym). O ile podczas kłótni prosiłam go żeby mnie nie zostawiał (Boże, co za desperacja). O tyle teraz im więcej o tym myślę to dochodzę do wniosku, że nie wiem co z tym dalej zrobić. Nie mogę go zmusić do miłości. Nie mogę go zmusić żeby ze mną był. I sobie też nie mogę tego robić.

Daję sobie czas do końca stycznia. Daję nam czas. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji bo za dużo nas łączy (albo łączyło).

Sytuacja bardzo mnie przytłacza, zwłaszcza że jesteśmy przed świętami i przed rocznicą.

Prawie nikt nie wie o tym jak się czuję i nie chcę tego opowiadać wszystkim bliskim bo wiem, że nie poprawię swojej sytuacji.

 

 
Jutro pierwsze egzaminy na uczelni. Studiuję już 3 rok ale chyba jeszcze nie miałam takiego egzaminu, na który szłam z poczuciem że dużo umiem. A wręcz przeciwnie. Dziś specjalnie wyszłam wcześniej z pracy żeby ogarnąć się na jutro. Cieszę się, że w tym roku bronię pracę magisterską. Czekam z niecierpliwością na koniec studiów. Niewykluczone że za rok będę chciała zrobić magistra ale póki co nie odczuwam takiej potrzeby. Nie wiem w sumie czy kierunek moich studiów będzie związany z moją dalszą karierą zawodową, póki co rozmija to się strasznie. Rok przerwy na odetchnięcie to zdecydowane minimum. Mam tyle planów do zrealizowania a nie mam kompletnie czasu (albo sobie wmawiam). W tygodniu praca, co drugi tydzień w weekend zajęcia, ciągle niewyspana. Myślę, że dużo to kwestia organizacji czasu, a póki co mam z tym delikatny problem.
 

 
Wśród moich znajomych jest kilka osób, które wiecznie narzekają. Przebywając z nimi człowiek sam zaczyna narzekać mimowolnie ponieważ ich nastrój jest taka zarażający. Czy takie narzekanie ma sens? Może lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i jeśli jakiś stan rzeczy nie odpowiada po prostu go zmienić. Jak to mówią: żeby zacząć trzeba zacząć. Od siedzenia i mówienia nic się nie zmieni. A można sobie tylko wmówić wiele niepotrzebnych rzeczy i włącza się komplikator.

Zamiast słów - czyny, takie było moje motto na rok 2015. Z realizacją bywało różnie. Przebywanie wśród narzekaczy nie wychodziło mi na dobre. Jestem taką osobą na która otoczenie w którym przebywa ma bardzo duży wpływ. Ale to chyba każdy tak ma.

Nie chcę rzucać górnolotnych haseł, że w 2016 roku będę lepsza. Każdy mówi tak co roku, składa postanowienia a wychodzi różnie. Teraz moje podejście jest takie, że jeśli chcę coś zrealizować to nie potrzeba specjalnej okazji do tego aby zacząć to robić. Nie ma co czekać. Trzeba zacząć działać. Od samego gadania nic się nie zmieni, od myślenia o tym też. A można sobie przysporzyć tylko zmartwień i niepotrzebnych rozkmin.




 

 
Spojrzałam na swoje życie z perspektywy. Gdzie podziała się ta pełna życia dziewczyna? Kiedyś (wcale nie tak dawno bo ze 3 lata temu) było mnie wszędzie pełno. A przez ostatnie 3 lata? Stagnacja. Do nic nierobienia człowiek może się przyzwyczaić, ale jaki to ma sens? Żadnej satysfakcji, żadnego celu, żadnej ambicji. Żyjesz z dnia na dzień aby przeżyć.

Dziś załatwiłam chyba wszystkie zaległe sprawy. Praktyki zawodowe, które odkładałam już dłuższy czas. Kurs angielskiego, na który miałam iść pół roku temu. Wracam jutro do ćwiczeń na siłowni. Kolega z pracy śmiał się ze mnie, że przecież takie postanowienia to po Nowym Roku się realizuje. Może i tak, ale to nie jest kolejne postanowienie noworoczne. Wiem, że jeśli będę działać moje życie się zmieni. I nie są to puste słowa.

Kilka lat temu miałam bloga. Prowadziłam go mniej lub bardziej regularnie przez ponad rok. Zyskałam kilka znajomości - mniej lub bardziej intensywnych, miałam jakieś cele. Chce żeby wróciła dawna ja. A chcieć to móc.

CIŚNIEMY!
 

 
Podobno żeby zacząć coś robić wystarczy impuls. Tak też jest w moim przypadku. Chęć pisania pojawiła się spontanicznie i mam nadzieję, że zostanie ze mną na dłużej. Na początku nie będę pisała kilku słów o sobie, to nie na tym ma polegać. Moje cele? Utrzymać sypiący się związek i zacząć wreszcie żyć pełnią życia. Czasem wydaje nam się, że jest wszystko ok. ale to tylko pozory. Zwłaszcza jeśli nie jesteśmy szczerzy sami ze sobą. Możemy zakładać maskę "normalności" wychodząc na zewnątrz, tylko po co? Czy udawanie, że wszystko jest w porządku, mimo że w środku coś rozwala Cię na tysiące kawałków ma sens?
Chciałabym za rok od pierwszego wpisu powiedzieć, że cele są zrealizowane. Blog ma być dla mnie formą terapii i trzymania samodyscypliny.